Początki Winnicy Saint Vincent sięgają 2009 roku – wtedy to francuski winiarz Jean Mulot z Normandii ją założył i nadał jej imię Świętego Wincenta – patrona francuskich winiarzy. Ale prawdziwe przeobrażenie winnica przeszła w 2023 roku, kiedy to w wyniku sprzedaży, trafiła w ręce polskich właścicieli. Dziś, po imponującej metamorfozie jest jedną z większych i najciekawszych winnic w Polsce. 

Znajduje się niedaleko Zielonej Góry, czyli w regionie, który mocno jest z winem związany. Uprawiane są tu gównie odmiany szlachetne: Riesling, Pinot Gris, Gewürztraminer, Muscat i Pinot Noir. Winnica bardzo prężenie się rozwija – z początkowych 4 ha obecnie jest już ich 16! Bardzo istotną zmianą jest też produkcja win naturalnych i przejście na uprawę ekologiczną.


W winnicy przywitała nas Wiktoria Rypson – dyrektor operacyjna, której rola w winnicy jest kluczowa. To niezwykła kobieta – pełna pomysłów, pasji i doświadczeń, które zdobywała m.in. w winnicach na Morawach, w Szampanii, Nowej Zelandii, Australii. Do tego tak naturalna, gościnna i z takim poczuciem humoru o wszystkim opowiada, że słuchając jej nie mogłam się nadziwić, ile energii i potencjału może mieć w sobie jedna, i to tak młoda osoba!  


Najpierw czekała na nas niespodzianka – joga kundalini w winnicy – między beczkami, na matach, w niesamowitym klimacie. To było super doświadczenie i dawka dobrej energii. Takiej jogi nie znałam!


Potem zjadłyśmy pyszne śniadanie w niezwykle klimatycznym miejscu – wielkiej stodole przerobionej na salę degustacyjną. 


Następnie poszłyśmy na spacer po winnicy. Riesling i Muscat prosto z krzaka smakują wyśmienicie!


A po spacerze zwiedziłyśmy przetwórnię i winiarnię, gdzie miałam okazję spróbować kilku win, które są dopiero w fazie produkcji. 
1. Grüner Vetliner 2025 – świeży sok, z dopiero co wyciśniętych owoców.
2. Furmint 2025 – owoce pochodzą z węgierskiej Winnicy Hétszőlő, z parceli położonej na stokach góry Tokaj-hegy, która jest stożkiem dawnego wygasłego wulkanu. Wiele spośród tych winorośli to stare 50-letnie krzewy. Dzięki takiemu terroir wina stamtąd mają typowo wulkaniczny charakter (wysoka mineralność i kamienny posmak). Co ciekawe – dwa lata temu byłam na degustacji win Hétszőlő w ich Piwnicach Rákóczi w Tokaju – pisałam o tym tu: Tokaj – kraina białego wina. To były świetne wina i super wizyta – bardzo polecam się tam wybrać.
3. Hárslevelű 2025 – leżało w tanku od miesiąca, a 3 dni wcześniej zostało zlane znad osadu. 
4. Muscat 2025 – tydzień wcześniej skończył fermentować.
5. Gewurtraminer 2023


6. Chardonnay 2025 – będzie z niego wino na Świętego Marcina. Z zapadającą w pamięć etykietą: małpka w pieluszce – bo to będzie Młode Wino. 


7. Syrah 2025 w dwóch wersjach: różowe, po kilkugodzinnej maceracji i bardzo ciemne, które było macerowane 6 dni. Zrozumiałam, dlaczego Syrah potrzebuje czasu, czasami lat, żeby zyskać na aromatach. Bardzo lubię ten szczep, daje potężne, pełne i pieprzne wina. I choć w Polsce nie ma dobrych warunków na takie wina, to Wiktoria zakupiła 100 sadzonek, żeby poeksperymentować i poznać ten krzew. Dowiedziałam się, że to szczep trudny w uprawie, o kruchych i delikatnych liściach.
8. Sok z Auxerrois – świeżutko zebranego, dopiero zaczynał swoją fermentację. Nie pamietam czy kiedykolwiek piłam jednoszczepowe wino z Auxerrois – jakoś zawsze mi się kojarzyło z blendami. Sok smakował cudownie. Powstanie z niego wino jednoszczepowe, spokojne, wytrawne. Bardzo, bardzo na nie czekam – coś czuję, że będzie wspaniałe!
9. Pinot Gris – najpierw fermentowało w beczce, potem leżakowało w zbiorniku, a teraz dojrzewa w dębowych beczkach po czerwonym winie Chateau Margaux. I tu jest fajna historia. Winnica kupiła kilka używanych beczek od znanych renomowanych winnic z Bordeaux. Pinot Gris miał być przelany do nowych beczek, ale przez słowne nieporozumienie (nowe vs. nowoprzybyłe) znalazł się w tych nowoprzybyłych beczkach z Francji. Co mnie najbardziej urzekło – nie było z tego afery, pretensji i kolejnego przelewania, tylko z pokorą i ciekawością przyjęto to jako eksperyment. Uwielbiam w winiarzach tę otwartość na nowe pomysły, próby i doświadczenia! Tak się rodzą nowe smaki! Bardzo jestem ciekawa tego Pinto Gris. To kolejne wino, na które bardzo czekam!


Kolejną fajną historią jest historia Rieslinga, który w jednym roczniku pięknie pachniał, ale słabo smakował – zmieszano go więc z późniejszym rocznikiem i teraz dojrzewa ono na osadzie metodą tradycyjną. Będzie bardzo ciekawy eksperymentalny musiak. W ogóle dowiedziałam się, że osad ma supermoce i może uleczyć wino, które początkowo nie rokuje.


Popołudniu wróciłyśmy do stodoły na więcej opowieści, luźne rozmowy, dobre jedzonko i degustację kolejnych win.


Usłyszałam dużo bardzo ciekawych historii i przygód związanych z winnicą, winem, etykietami, nazwami, pomysłami na rozwój. 
Podzielę się jedną z nich – jak powstała nazwa Polisz Szam an – wina musującego metodą tradycyjną. Był to musiak który tuż przed swoją premierą na Festiwalu Muśnięci 2023 wciąż nie miał nazwy. Wiktoria wysłała sms do swojego szefa używając określenia Polisz Szampan. Słownik automatycznie zmienił jej szampan na szaman – co okazało się genialną grą słów i tak już zostało.


A teraz historia, która najbardziej mi się spodobała i uplasowała Winnicę Saint Vincent na liście najbardziej innowacyjnych i kreatywnych polskich winnic.

Ale od początku: 
Dwa lata z rzędu wiosenne przymrozki wymroziły znaczną część upraw i wiele polskich winnic poniosło niepowetowane straty – jesienią nie było czego zbierać. Pisałam o tym tu: Lokalnie Lojalnie. Winnica Saint Vincent była jedną z nich. Ale się nie załamała, a wręcz wyznaczyła nowy trend w polskim winiarstwie – odkupiła winogrona od zaprzyjaźnionych, ekologicznych winnic z Austrii i Węgier i zrobiła z nich swoje wina. A jedno z nich powstało w idei Nat Cool Climate. Super, że mieli odwagę i stworzyli coś tak wyjątkowego!

Najpierw o koncepcji Nat Cool Climate.
Jej pomysłodawcą jest portugalski winiarz Dirk Niepoort. Jego tata, który zaszczepił w nim miłość do celebrowanie pięknych chwil mawiał: Im więcej wina pijemy, tym lepiej smakuje. Dirk chciał tworzyć wina lekkie, wesołe, naturalne, o niskiej zawartości alkoholu i w przystępnej cenie. Wina stworzone z radości, nie kalkulacji, które nie potrzebują ciężkiej butelki ani poważnej etykiety. Są to pet naty, z cukrem resztkowym, niefiltrowane, z drobnym osadem, w większej litrowej butelce (bo dobrego wina nigdy za wiele), z charakterystycznym tłoczonym logo Nat Cool Climate. Projekt zyskał popularność i jego idea podbija inne kraje.

No to teraz o pierwszym polskim winie Nat Cool Climate.
Ta butelka z kolorową etykietą kryje w sobie aż osiem szczepów z trzech krajów! Riesling, Chardonnay, Muscat i Gewürztraminer z Polski. Furmint i Syrah z Węgier oraz Grüner Veltliner i Blaufränkisch z Austrii. To lekki i aromatyczny pet-nat. Powiem Wam, że to wino mnie zachwyciło! Zaskakujący smak, trochę egzotyczne i tropikalne, trochę mineralne, bardzo świeże, owocowe i rześkie. Wino z charakterem i piękną historią. Idea Nat Cool Climate to wina w stylu Cool and Funky, i to wino dokładnie takie jest. 


***
Na koniec jeszcze o etykietach, bo zdecydowanie zapadają w pamięć. Jest ich kilka serii. Te abstrakcyjne pejzażowe są zarezerwowane dla klasycznych win jednoszczepowych: Pinot Noir, Pinot Gris, Muscat, Gewürz, Riesling. Etykiety z małpkami to wina z osadem. Saint w nazwie jest na nich skreślone, co oznacza, że nie taki Vincent święty. I jest jeszcze linia Aint Vincent (czyli Saint bez S), zarezerwowana dla win z winogron spoza winnicy Saint Vincent. Cudowna gra słów.


***
Moja podróż do Winnicy Saint Vincent odbyła się w ramach Jesieni Enologicznej Stowarzyszenia Kobiety i Wino, w towarzystwie ponad 20 wspaniałych kobiet, które reprezentują różne sektory branży związanej z winem. To była jedna z piękniejszych integracji. Wiktoria Rypson, która jest jedną z członkiń Stowarzyszenia, przyjęła nas z tak wielką gościnnością, że nie chciało się stamtąd wyjeżdżać. Wspaniała degustacja, pyszne jedzenie, świeżutkie wina prosto z kadzi i beczek, piękne historie, śmieszne anegdoty i dużo pozytywnej energii. A wszystko w bardzo klimatycznym miejscu, które wciąż się rozwija i rozbudowuje. Jeśli będziecie mili okazję – odwiedźcie je koniecznie. Polecam pójść naszym śladem i zorganizować tam wyjazd dla większej grupy – nawet do 70 osób. 

2 thoughts on “Winnica Saint Vincent”

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Scroll to Top