Czy wiedzieliście, że w Polsce jest już prawie 500 winnic! Postanowiliśmy zrobić sobie majówkowy wine-trip. Kazimierz Dolny, Opole Lubelskie, Sandomierz i okolice. 3 dni. 6 winnic. Wszystkie, które odwiedziliśmy okazały się baaardzo fajne. Winiarze chętnie oprowadzają po swoich winnicach i piwniczkach, dzielą się wiedzą, doświadczeniem, częstują winem i opowiadają świetne historie. O dwóch już pisałam. Teraz kolej na cztery z Sandomierza.
Sandomierski Szlak Winiarski istnieje od 2015 r. i zrzesza 9 winnic. Organizują różne fajne wydarzenia – festiwale, święta, pikniki. W sezonie jeżdżą busiki, które dowożą do winnic. Z wyprzedzeniem umówiliśmy się na zwiedzanie dwóch, ale po przyjeździe do Sandomierza, spacerując niespiesznie uliczkami, trafiliśmy przypadkiem do siedziby Sandomierskiego Stowarzyszenia Winiarzy. Porozmawialiśmy z przemiłym panem Tomaszem, który okazał się właścicielem Winnicy Modła. Opowiedział nam więcej o Stowarzyszeniu, poczęstował różnymi winami i zachęcił, żebyśmy zajrzeli do kolejnych sandomierskich winnic. Studiując trasę powrotną do Warszawy postanowiliśmy wstąpić do Winnicy Modła i do Winnicy Nobilis. I jak to z reguły bywa przy spontanicznych decyzjach – wyszło super.
***
Winnica Nadwiślańska. To najładniej położona winnica w jakiej byłam. Piękny teren na nadwiślańskiej skarpie, zielone wzgórze, krzewy pośród tysiąca polnych kwiatów, super altana, a do tego widok na rzekę. Absolutnie pięknie! I jeszcze przyjazne kozy skubiące trawkę. Nasi imiennicy – Małgosia i Piotr – zarejestrowali winnicę całkiem niedawno, bo w 2019 r., a już mają w ofercie 7 win. Spróbowaliśmy trzech. Każda butelka ma etykietkę z innym ptakiem występującym w okolicy, a ich łacińskie nazwy były inspiracją dla nazw win. Najbardziej smakowało mi Tetrao (kupaż Cabernet Cortis i Regenta) – 9 miesięcy w beczce dało mu fajne aromaty i pikantny finisz.



***
Winnica z Gór Pieprzowych. Dosłownie po sąsiedzku. Do winnicy prowadzi urocza ścieżka. Wypiliśmy tu 6 win w takich okolicznościach przyrody, że żal było stamtąd wychodzić. Właściciele Kasia i Damian bardzo sympatyczni. Swoje wina nazywają łacińskimi nazwami róż, bo to w Górach Pieprzowych właśnie znajduje się największe w Polsce skupisko dziko rosnących róż. Urzekli mnie historią winnicy, swoim zaangażowaniem i opowieścią o winie Agnostus – już w pierwszym roku jego produkcji Kasia, nie mówiąc nic mężowi, wysłała je na konkurs. Dostało złoty medal, a do tego zdobyło championa! Jest naprawdę rewelacyjne – ze szczepu Dornfelder, beczkowane, aromatyczne – z odrobiną wanilii, pieprzu i czekolady. Nagrody absolutnie zasłużone. Do tego unikat, bo powstało tylko 260 butelek. Najdroższe ze wszystkich polskich win, jakie kupiliśmy, ale wiem dlaczego. Warte swojej ceny.





***
Winnica Modła. Nazwa nawiązuje do rzeki, nad którą się znajduje. Spróbowaliśmy tu 8 win. Degustację wygrało moje największe odkrycie, bo całkiem nieznany mi dotąd szczep Buwjer. Ale i świetny Gewurztraminer przyjechał z nami do domu. Jeszcze w starych etykietach, ale wiem, że są w trakcie liftingu. Pojawi się też nowa kameleonowa etykieta zarezerwowana dla wina-zagadki. Brzmi kusząco. Super nam się gadało z właścicielką Anią. Nie wiem jak to się stało, ale to jedyne miejsce, gdzie opócz loga na bramie, nie zrobiłam żadnych zdjęć… Czyli są powody, żeby tam wrócić.

***
Winnica Nobilis. Przyjechaliśmy z zaskoczenia i nie było właścicieli, ale znalazł czas i oprowadził nas ich syn – przesympatyczny Bartosz. Czapki z głów za pasję i wiedzę w tak młodym wieku. Rośnie nowe pokolenie winiarzy! Nobilis to po łacinie szlachetny – dlatego na etykietkach widnieją kamienie szlachetne. Zdegustowaliśmy 8 win. Były dla mnie ogromnym zaskoczeniem, bo nie pijam win półsłodkich i nie jestem fanką różowych, a były takie fajne, że przywieźliśmy półsłodki biały kupaż Mr Helidor (zdobyło dużo medali) i różowe Cabernet Cortis. Można tu też kupić młode sadzonki, wróciliśmy więc nie tylko z winem, ale i sadzonkami winorośli Solarisa – dla Tatusia.





