Dni Otwartych Piwnic Winiarskich w Zielonej Górze – co to za szalona impreza! Polecam ogromnie! Na początku kupuje się karnet i dostaje: informator, mapkę, naklejki i piterek z kieliszkiem (a kieliszek z grawerem na pamiątkę). A potem to już jak podchody albo gra miejska – przez 4 dni chodzi się z mapką po całym mieście podążając za strzałkami w poszukiwaniu piwnic. Piwnic jest w sumie 23, co jedna to piękniejsza, a w nich łącznie 32 stoiska lubuskich winnic ze swoimi trunkami. W każdej można porozmawiać z winiarzami, posłuchać ciekawych opowieści i wymienić naklejki na wino. 1 naklejka to 40 ml dowolnego trunku. Wina różne – musujące, spokojne, pet-naty, białe, pomarańczowe, różowe, czerwone – od wytrwanych po słodkie. Niektóre wspaniałe, rześkie, aromatyczne, inne zwyczajne, mnóstwo medalowych, ale i zdarzały się okropne. Dla mnie jak zawsze najlepsze są historie – jak powstała winnica, skąd pomysł na nazwę i etykietki, z jakimi przygodami i problemami muszą mierzyć się właściciele winnic. Mogłabym słuchać godzinami!




Całość była tak dobrze zorganizowana, że naprawdę – czapki z głów. Oprócz morza wina było mnóstwo imprez towarzyszących: zwiedzanie piwnic z przewodnikiem, spotkania z winnymi ekspertami, degustacje komentowane, kameralne koncerty w piwnicach, rejsy po Odrze i specjalne busiki do winnic na zwiedzanie połączone z degustacją. I jeszcze Muzeum Wina z przewodnikiem oraz film o lubuskich winnicach. Można się też było odznaczyć na mapie Europy – kto skąd przyjechał. Atmosfera była rewelacyjna – ludzie chodzili po ulicach z kieliszkami w ręku, śmiali się, pozdrawiali wzajemnie, zagadywali, wymieniali wrażeniami, polecali różne miejsca. A gdy w jednej z piwnic ktoś stłukł kieliszek, od razu wszyscy obecni odśpiewali gromkie sto lat!





Podsumowując – to była najlepsza impreza winiarska na jakiej byłam! Naprawdę warto ją wpisać w kalendarz (odbywa się w czerwcu). Przez te 3 dni zdegustowałam 92 wina!
Jednego faworyta nie było, bo sporo fajnych win spróbowałam, ale jak mam o kimś napisać, to wybieram Winnicę Od Nowa. Właścicielami są Maria i Tadeusz Olejarz. Winnica jest nieduża (1 ha), ale bardzo wyjątkowa, bo uprawiają tylko dwa szczepy: Riesling i Pinot Blanc. I z nich robią wina musujące. I tylko musujące! Ale jak je robią! Spróbowałam tylko dwóch i oba świetne. Nie bez przyczyny zdobywają medale na Ogólnopolskich Konkursach Win w Zielonej Górze, Poznaniu i Jaśle. Właściciele przemili, trochę sobie pogadaliśmy o musiakach, przyjęłam nową dawkę wiedzy i nabrałam ochoty, żeby tu wrócić – szlakiem win musujących właśnie.

Bo lubuskie ma ciekawą historię jeśli chodzi o wina musujące. To tu w XIX w. powstała wytwórnia win musujących Grempler&Co – najstarsza wytwórnia wina musującego w Niemczech. II wojna zakończyła jej działalność, a w smutnych czasach PRL-u produkowano tam wina owocowe. Ale od 2009 r., dzięki Guillaume Dubois i jego winnicy Gostchorze, nastąpił wielki powrót do tradycji i w regionie wznowiono produkcję bąbelków. Guillaume to wizjoner z wielką charyzmą – choć nie poznałam go osobiście, to słyszałam, i trochę poczytałam, i wiem, że to on zachęcił lubuskich winiarzy do produkcji musiaków. Cztery podjęły to wyzwanie i tak powstał Klub 5: Gostchorze, Od Nowa, Aris, Marcinowice, Margaret. Oficjalnie nazywają się Klub 5, ale ja ich nazywam Wielką Piątką 🙂
Tu alfabetyczna lista winnic, które miałam przyjemność poznać i popróbować:
1. Adam Płoński (3)
2. Aris (2)
3. Bachusowe Pole (2)
4. Cantina (4)
5. Equus (2)
6. Folwark Pszczew (1)
7. Hiki (2)
8. Julia (2)
9. Kinga (3)
10. Łukasz (2)
11. Marcinowice (1)
12. Marcus (3)
13. Margaret (2)
14. Międzypole (3)
15. Miłosz (6)
16. Mozów (1)
17. Na Leśnej Polanie (1)
18. Od Nowa (2)
19. Pod Lipą (4)
20. Pod Wieżą (3)
21. Pod Winną Górą (4)
22. Saganum (11)
23. Saint Vincent (1)
24. Senator (1)
25. Stara Winna Góra (3)
26. Trojan (4)
27. Vae Soli (3)
28. Winne Tarasy (3)
29. Winnogóra (6)
30. Wzgórza Cisowskie (4)
31. Żelazny (2)





















Jako bonus: Zielona Góra jest pełna Bachusików. Spacerując po mieście można się dodatkowo pobawić w poszukiwania bachusowych dzieci. Podobno jest ich ponad 60. Nam udało się natknąć na ponad 20.



