Będąc w Rzymie trafiliśmy na taką niepozorną butelkę wina. Potem okazało się, że stoi za nią cała całkiem fajna historia. Oto ona:
W XII wieku pewien niemiecki biskup udał się do Watykanu na spotkanie z papieżem. Ponieważ droga była długa, wysłał przed sobą prałata-zwiadowcę, by ten sprawdzał wioski położone na trasie w poszukiwaniu najlepszych win. Gdy był pod szczególnym wrażeniem jakości podawanego wina w jakimś zajeździe, miał na drzwiach napisać słowo „Est” (łac. jest), aby podążający jego śladem biskup wiedział z góry, gdzie się zatrzymać. W gospodzie w Montefiascone prałat był tak zafascynowany miejscowym winem, że napisał na drzwiach „Est! Est!! Est!!!” I właśnie stąd wzięła się nazwa tego wina.
Obecnie wino to spotyka się z mieszanymi opiniami, a eksperci od wina, opisują je jako „najnudniejsze białe wino o najdziwniejszej nazwie na świecie” (The World Atlas of Wine).
No ale – być w Rzymie i nie spróbować, byłoby żal. Szczególnie znając tę historię. Tak więc – jeśli Was drogi poniosą do Rzymu, to możecie podążać śladem także tej legendy!

To, które piliśmy było ze szczepu Trebbiano, ale w sklepach można znaleźć różne etykietki, z różnych winnic, w różnych proporcjach, z różnych szczepów: Trebbiano, Malvasia, Procanico, Roscetto.

A więcej o moim Rzymie, niesamowitych legendach i o tym, co tam warto zobaczyć tu: Rzym



