Toskania winem płynie! To tu powstaje słynne Chianti Classico. Żeby winiarz mógł umieścić na butelce znaczek czarnego kogucika czyli Gallo Nero, musi spełnić kilka wymagań – winogrona muszą pochodzić z upraw z regionu Chianti i co najmniej 80% z nich musi być ze szczepu sangiovese.

Mój przyjazd tu to było wspaniale doświadczenie w kameralnym kobiecym gronie. Zwiedziłyśmy 3 winnice i wzięłyśmy udział w super degustacjach. Na wszystkich cudownie się bawiłam i przyjęłam ogromną dawkę wiedzy – nie tylko Chianti. 

De Ricci. Montepulciano. To było jak podróż w czasie. 500-letnia średniowieczna piwnica na głębokości 40 metrów przypominająca katedrę. Niesamowity klimat! Mieliśmy grupowe oprowadzanie, podczas którego opowiedziano nam historię winnicy, legendę związaną z jeżem w logo, cały proces produkcji i różne ciekawostki. A potem zaproszono nas na profesjonalną degustację 6 win, podanych z kartą oceny. Bardzo mi się podobało.

Ercolani. Montepulciano. Najpierw spacer podziemnymi tunelami w gotyckiej atmosferze – w piwnicach oprócz beczek z winem znajdują się też dawne narzędzia i różne eksponaty muzealne. A potem, w klimatycznej cantinie, degustowałyśmy różne wina, na specjalnej do tego przygotowanej deseczce. Na miejscu oprócz wina można kupić mnóstwo różnych toskańskich smakołyków. 

Casanuova di Ama. Znajduje się w samym sercu Chianti. Degustacja odbyła się w ogrodzie, bardzo kameralnie, bo tylko dla naszej piątki. Było przepięknie! Daniela, która ją dla nas prowadziła, z wielką pasją opowiadała o swoim winie i odpowiadała na wszystkie nasze pytania (nawet te niewygodne). Niesamowite było to, że każde wino podała nam w innym kieliszku, który najpierw przepłukiwała tym winem, żeby jeszcze bardziej oddać jego charakter i aromaty. Do każdego wina mięłyśmy zaserwowaną inną potrawę. Spróbowałyśmy też ich produkcji Vinsanto, Grappy i oliwy z oliwek, z której rodzina jest bardzo dumna, bo jak to powiedziała Daniela: Dobre wino w Chianti robi każdy – oliwę tylko niektórzy. Spędziłyśmy tu kilka godzin. Wyjechałam z 4 butelkami. To była najpiękniejsza degustacja na jakiej byłam w życiu!

Na koniec wstąpiłyśmy do Enoteki Falorni w Greve in Chianti. Bardzo ciekawa opcja, żeby spróbować win z wyższej półki (choć nie tylko), nie kupując całej butelki. Przy barze dostaje się specjalną kartę, z którą podchodzi się do takich urządzeń-nalewaków na stojaczkach, w których są umieszczone różne butelki. Wybiera się wino, wielkość porcji, wkłada kartę, wciska guzik – i voilà! Można degustować do woli. Ceny przeróżne – o 1 do 20 euro za porcję. Podobno można tu spróbować Sassicai. Niestety, tym razem nie było. Ale i tak mi się podobało.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Scroll to Top