Bardzo chciałam odwiedzić Winnicę Smolis z wielu powodów. Zobaczyć na własne oczy jak się robi bąbelki metodą tradycyjną, czyli gdy druga fermentacja odbywa się w butelce. Spróbować win, o których slyszałam samo dobro. Poznać człowieka, który porzucił Francję, by w Polsce robić wina musujące – choć robił to przez wiele lat w Szampanii! No i po najgłośniejszej winiarskiej premierze tego roku – spróbować najdroższego polskiego wina.

Jan Smolis to człowiek petarda! Mówi, że wino musujące to jego życiowa pasja i naprawdę – słychać to w każdym jego zdaniu i widać to w każdym jego geście. To w jaki sposób dzieli się swoją wiedzą, tłumaczy, demonstruje, opowiada historie, rzuca anegdotami, jest po prostu cudowne. Wokół rozsiewa taką dobrą energię.

Najpierw pojechaliśmy zobaczyć winnicę. Na 1,2 ha rośnie tu 4 tys. krzaczków – Seyval Blanc, Chardonnay i Pinot Meunier. Ten ostatni to wizytówka Szampanii i w Polsce jest totalnie egzotyczny w uprawie. Ale Jan Smolis wie o nim wszystko, bo przez wiele lat nadzorował produkcję szampana we Francji. Opowiedział nam mnóstwo ciekawostek o nasadzeniach, sposobach przycinania, glebie i swoim doświadczeniu, które zdobył w Szampanii. I o planach, które już wciela w życie. Wszystko jest super! Będzie tu można zatrzymać się na dłużej, przenocować i obudzić się w pokoju z widokiem na winnicę. I będzie Pinot Noir!


Potem pojechaliśmy do winiarni i obejrzeliśmy kadzie i maszyny oraz piwniczkę, w której leżakuje wino. Tu przyjęłam kolejną dawkę wiedzy, o tym jak w tradycyjny sposób powstają bąbelki w winie. I dlaczego tak delikatnie trzeba się obchodzić w butelkami, i o niesamowitej sile, która w nich drzemie. Trochę już wiedziałam, ale zobaczyć to na żywo i posłuchać takiego specjalisty to zupełnie wyższy poziom wiedzy. 


Spróbowaliśmy 3 win, choć chyba bardziej powinnam napisać wypiliśmy, bo opróżniliśmy w całości 5 butelek. Wszystkie wspaniałe. Pijąc czułam luksus  z najwyższej półki. 

Białe Extra Sec: 80% Seyval Blanc i 20% Chardonnay
Różowe: 50% Pinot Meunier, 40% Seyval Blanc i 10% Chardonnay
Białe Platinium: 80% Seyval Blanc i 20% Chardonnay.


No i to Platinium to jest właśnie ten fenomen. Leżakowało na osadzie 86 miesięcy! Czyli ponad 7 lat! To jest absolutny rekord, przynajmniej w Polsce. To jedno z pierwszych win Winnicy Smolis. Jest rewelacyjne! I pięknie musuje. Ma idealną równowagę między słodyczą a kwasowością. Jeśli szukacie w winach aromatu brioszki to w nim jest ona totalna. Nazywaliśmy ją różnie – maślane ciasteczka, kruszonka, chałka z masłem, ale każdy ją świetnie wyczuł. Platinium dostało brązowy medal Decantera. A Decanter World Wine Awards to największy, najważniejszy i najbardziej wpływowy konkurs wina na świecie. Jest bardzo rygorystycznie oceniany przez 240 najlepszych ekspertów od wina z całego świata. W zeszłym roku na konkurs wysłano ponad 18 tysięcy butelek z 57 krajów. Wracając do Platinium – podobno to nie koniec jego potencjału, bo znawcy wina zgodnie twierdzą, że z biegiem lat ono będzie jeszcze pikować w górę. Warto więc kupić i poczekać, tym bardziej, że nie ma go dużo. Cena jest też rekordowa, ale zważywszy na wszystko powyższe, wcale się nie zdziwię, jak za parę lat będzie dostępne na aukcjach za horrendalne pieniądze. Można więc spokojnie zainwestować te 3 stówki.


Nasze spotkanie trwało 4,5 godziny! Ja bym mogła dalej siedzieć i słuchać, bo byłam totalnie zauroczona wszystkimi historiami, którymi uraczył nas Jan Smolis – od tych sięgających dziadka i czasów II wojny, przez życie we Francji, to jak się poznał ze swoją żoną Ewą, kupił las pod Łodzią, po te jak miał swój udział w zmianie przepisów prawa dla winiarzy w Polsce, jak został prezesem Stowarzyszenia Winiarzy z Ziemi Łódzkiej i wiele, wiele innych. Niektóre były tak szalone, że policzki bolały nas od śmiechu. No dla mnie Mistrz! 


Rozmawialiśmy też o zmieniającym się klimacie i wprost idealnych w Polsce warunkach do robienia win musujących. Gdy więc Jan Smolis z absolutną pewnością zapowiada, że Polska będzie krajem win musujących, to ja mu wierzę! 

Ta wizyta dała mi ogrom satysfakcji. Aby degustacja się odbyła, musi być grupka 8 osób. Zbierajcie zatem ekipę i ruszajcie do Brzezin pod Łodzią, bo po stokroć warto!

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Scroll to Top